poniedziałek, 4 lutego 2013

[276] "Pani Shaladoru" Anne Bishop


Autorka: Anne Bishop
Seria: Czarne Kamienie, tom 8
Wydawnictwo: Initium
Rok wydania: 2011
Stron: 464
Ocena:
10/10


„Na ognie piekielne, Matko Noc i niech Ciemność będzie łaskawa.”




   Dziś po raz kolejny dałam się porwać magii książek Anne Bishop. Wczoraj przeczytałam "Przymierze Ciemności", dziś - "Panią Shaladoru".

   Nawet nie wiem, który raz sięgnęłam po te książki. Trzeci, czwarty? Może już piąty? Co jakiś czas nie mogę się powstrzymać, by nie wrócić do tej serii. Przedwczoraj znowu popłakałam się na "Świcie Zmierzchu". Ale nie uprzedzajmy faktów. Dziś o "Pani Shaladoru".

   "Pani Shaladoru" jest, tak jak "Przymierze Ciemności", poświęcone Cassidy. Królowa musi zmierzyć się z kolejnym problemem - do Dena Nehele przybywa Kermilla, Królowa, która wcześniej odebrała Cassidy jej dwór. Wpada na chwilę, tyle, by spróbować wyłudzić pieniądze, których Cassidy nie zamierza jej dać. Ta krótka wizyta zmienia się jednak za sprawą Therana - mężczyzna rozczarowany urodą Cassie, nie potrafi dostrzec jak wiele dobrego czyni ona dla jego ludu. Gdy pierwszy raz ujrzy Kermillę staje się "jej" i wierzy, że to ona jest odpowiedzią na wszelkie jego prośby. Załamana Cassidy odchodzi... a wraz z nią jedenastu mężczyzn Pierwszego Kręgu. Budują swoją nową przyszłość w Rezerwacie Shaladoru. Jednak Czarne Wdowy widziały przyszłość... Straszną przyszłość, lecz równocześnie bardzo niepewną. Jak potoczy się przyszłość Dene Nehele?

   Nie wiem, co takiego jej w tej serii, że jest tak magiczna, wciągająca, wręcz uzależniająca. Nawet, gdy jest mniej Jeanelle, Lucivara, Deamona, Seatana, Surreal... Bohaterowie tej części - Cassie, Gray, Ranon, Sceltie, mnóstwo Sceltie, dają tyle rozrywki, rozbawienia, ale też niepokoju, że nie sposób się nudzić - w żadnej chwili. Pochłania się tylko stronę za stroną i nim się obejrzy - już koniec. Więc jedyny sposób, by wrócić - to zacząć jeszcze raz czytać.

   Fakt, że napiszę, że całą serię serdecznie polecam, chyba nikogo nie zdziwi. Wiem, że z początku może wydawać się skomplikowana, ale po pewnym czasie ten skomplikowany taniec świata Czarnych Kamieni staje się znacznie łatwiejszy - możecie mi wierzyć.

8 komentarzy:

  1. Również bardzo mi się podobała ta część. Jedna z lepszych z cyklu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tej części jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale co do serii całkowicie się zgadzam. Jest w niej coś co przywiązuje czytelnika i po prostu nie da się nie wracać do niej co jakiś czas :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze powiedziawszy, ksiązki o Cassidy (o ogrodnictwie ;) ) podobały mi się bardziej niż "oryginalna" trylogia. Chociaż i tak mam serii trochę do zarzucenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie moje klimaty, nie sięgnę po nią

    OdpowiedzUsuń
  5. skoro zachęcasz, to teraz tylko trzeba po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem, że się powtarzam, ale jakoś nie potrafię się przemóc do tej serii :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo po tak zachęcającej recenzji nie mogę uwierzyć jak mogłam nie słyszeć wcześniej o tej serii :o no cóż...trzeba będzie wybrać się na poszukiwania, bo zapowiada się ciekawie, lubię książki fantasy, więc to coś dla mnie :) Ciekawy blog, jeżeli miałabyś ochotę i chwilkę czasu to zapraszam do siebie :3 pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

"Czas przemija, wypowiedziane słowo pozostaje..."