czwartek, 26 grudnia 2013

[324] "Pisane szkarłatem" Anne Bishop


Autorka: Anne Bishop
Wydawnictwo: Initium
Rok wydania: 2013
Seria: Inni
Stron: 448











   Jak tu nie kochać Anne Bishop? No jak, skoro ta autorka serwuje nam książkę za książką, z których każda jeszcze mocniej podbija serce niż poprzednia, a przynajmniej równie mocno?

   "Pisane szkarłatem" rozpoczyna serię "Inni". Jej bohaterka, Meg Corbyn, to wieszczka krwi. To znaczy, że odpowiednie nacięcie na skórze pozwala jej zobaczyć przyszłość. Jest też uciekinierką - uciekła z miejsca, gdzie trzymano kobiety takie jak ona. Była tam więźniem z powodu swojego daru, a życie codzienne znała ze szkolenia, ze zdjęć i filmów instruktażowych.

   Oczywiście  pojawia się odpowiedni bohater męski. Simon Wilcza straż - jeden z Innych - Wilk. Kierowany podszeptem intuicji, zatrudnia Meg na stanowisko łącznika z ludźmi na Dziedzińcu. Ostatecznie, jeśli kobieta się nie sprawdzi, zawsze może ją zjeść i po kłopocie. Ale zarówno Simon jak i pozostali Inni odkrywają w sobie dziwny szacunek wobec przybyłej kobiety. Jednakże Kolekcjoner, "właściciel" Meg nie odda łatwo swojej najlepszej wieszczki i uparcie jej poszukuje. Również i inny wróg czyha na Dziedzińcu, więc zdecydowanie wokół Meg nie jest nudno.

   U Bishop zawsze mogę liczyć na kilka rzeczy: świetnych bohaterów, interesującą fabułę, równą dawkę humoru i grozy zawartą na sporej liczbie stron, które i tak pochłonę w dwa dni. Wprawdzie tym razem autorka nie wprowadziła bezwzględnie groźnej bohaterki. Meg to nie Jaenelle Angelline czy Belladonna. To jednak nie znaczy, że jest nudna czy bezbronna. Siłą Meg jest wytrwałość, intuicja, życzliwość, dar wieszczenia i upór. Była bohaterką uroczo zagubioną i niewinną, ale w głębi duszy odważną i silną. A Simon Wilcza Straż... Cóż, Bishop potrafi stworzyć tak fascynujących mężczyzn, że chciałoby się samemu znaleźć w takiej książce - myślę, że to wystarczy za jego opis.

   Bishop jednak nie próżnuje - mamy tu oczywiście całą plejadę bohaterów, które początkowo niepozorne, z czasem okazują się być przyczyną niezłego zamieszania, jedni zostają się nieoczekiwanymi sojusznikami, inni wrogami. Narracja podzielona jest między kilku bohaterów, co pozwala spojrzeć na wydarzenia z szerszej perspektywy - i niekiedy Bishop naprawdę czytelnika.

   Wydawać by się mogło, że Bishop poszła na łatwiznę - na topie są wilki, wampiry więc i ona pisze o wilkach i wampirach. O nie. Bishop buduje inny świat o "Innych", wprowadza swoje zasady, swoje pomysły i ciekawych bohaterów (jak choćby niepozorna dziewczynka w białej sukieneczce - ucieleśniona Zima), a wszystko okrasza stylem, który pokochałam w "Czarnych Kamieniach".

   Jednego jestem pewna - Bishop polecam zawsze z pełnym przekonaniem, a i teraz nie ma wyjątku. Kto polubił już Bishop - długo nie trzeba go namawiać. Jeśli "Czarne Kamienie" zdały się wam "przyciężkie" proponuję skusić się na "Pisane szkarłatem". Warto!

niedziela, 15 grudnia 2013

Wyniki konkursu świątecznego



Dziękuję Wam za udział i wszystkie życzenia :) Początkowo, z każdym kolejnym zgłoszeniem, byłam przekonana, że konieczne będzie losowanie. Koniec końców jednak, zdecydowałam kto wygra... A mianowicie....

Oczarowana Książkami !

Gratuluję! :) 

Coś muzycznego z jej pracy:

sobota, 7 grudnia 2013

Konkurs świąteczny

Nie wiem, czy zdążę opublikować ten post w Mikołajki, choć taki miałam zamiar :) Nie wiem jak u Was, ale koło mojej miejscowości jakieś echo Ksawerego się pojawiło i co rusz odłączano nam prąd. Odłączyło mnie to od nauki, ale za to pozwoliło popłakać przy Mechanicznej Księżniczce. Sama nie wiem, dlaczego zareagowałam tak emocjonalnie, chyba przywiązałam się do bohaterów mocniej niż myślałam.



Hmm, konkurs. No właśnie :) Nie mam chęci wymyślać nic trudnego, więc postawię na prostotę. A oto zasady:


1. Konkurs potrwa do 14 grudnia 2013r. do północy. Wyniki zostaną ogłoszone w niedzielę.
2. Paczkę wysyłam na terenie Polski.
3. Na adres będę czekać 3 dni, wyślę maila z gratulacjami, także mam nadzieję, że nikt nie zapomni. Chciałabym paczkę wysłać tak, by dotarła na święta, a nie tydzień później ;)
4. Odpowiedzi zostawiajcie pod tym postem, podajcie w zgłoszeniu maila. Osoby, które zostawią wpisy jako Anonim, automatycznie nie wezmą udziału w konkursie. Podpiszcie się choć jedną literką.
5. A oto zadanie:

Nim ja dam Wam prezent... Poproszę o prezent świąteczny dla siebie. Przyjmuję wszystko: życzenia świąteczne, piosenkę, rysunek, cytat. Coś co mi się spodoba, rozśmieszy, a może zmusi do chwili namysłu. Nie każę Wam robić laurek, nie, nie :) Możecie wstawić cokolwiek jak choćby komiks Garfielda (patrz wyżej). Wygra wpis, który najbardziej mnie urzeknie, ale zastrzegam sobie prawo do urządzenia losowania, gdybym nie mogła się zdecydować.

6. Ach, no właśnie. Wygra tylko jedna osoba, ale urządzę porządną paczkę ;) Gdybyście mieli jakieś preferencje w stylu: "nie lubię kawy, ale czekoladę każdą" (tak, to o mnie), śmiało możecie wspomnieć ;)

7. Zwycięzca będzie mógł wybrać książkę z tej półki: klik.

8. Jeśli o czymś zapomniałam... To możecie przypomnieć, ostatnio potrafię być nieprzytomna.

niedziela, 1 grudnia 2013

Stos + parę słów

Nie wiem, czy ktokolwiek za mną tu tęskni, ale cóż, jestem zdecydowana bloga nie opuścić w żadnym wypadku ;) Więc mimo że zupełnie nie mam czasu staram się tu coś naskrobać, nawet jeśli wychodzi mi to rzadko.

Już dawno miałam wspomnieć o pewnej zmianie, mianowicie zmieniłam wszystkie etykiety wyznaczając 9 głównych, które wyświetlają się jako pierwsze. Cała reszta to wydawnictwa w kolejności alfabetycznej. Gdyby ktoś chciał szukać samych przepisów lub stosów, będzie mu zdecydowanie łatwiej.

Druga sprawa to to, że z pewnością urządzę konkurs świąteczny. Zwycięzca będzie jeden, ale postaram się urządzić naprawdę sympatyczną paczkę, tj. książka + słodkie co nieco + może jakieś ciekawe dodatki. Byliby jacyś chętni?

Jestem też ostatnio mocno do tyłu z nowościami na waszych blogach, staram się wpaść co jakiś czas. Pracuję też nad sobą, by odwiedzać was częściej, ale na razie mi to nie wychodzi. Zbyt mało mam czasu, by przygotować się na następny dzień, na naukę zostaje chyba godzina w pociągu, a na czas wolny... Kiedy ja go mam? Hm...

No dobra, nie marudzę, oto stos! Zebrałam ostatnie swoje nabytki, oto efekt:


1. "Most marzeń" oraz "Zawładnięci" - moje prezenty urodzinowe, dostałam od przyjaciółki.
2. "Gra o Ferrin", "Dom Hadesa", "FNiN oraz SCH", "Pisane szkarłatem", "Mechaniczna księżniczka" - zakup własny. "Dom..." oraz "Pisane..." zdążyłam przeczytać, w tej drugiej serii już się zakochałam. A reszty, to skandal, ale czasu nie mam zacząć!
3. "Papierowe marzenia" - z wymiany na LC, ostrzę już sobie ząbki na to, będę zaczytywać się w niej w przerwie świątecznej.

Jak Wam się podoba stos? Co już czytaliście, co was zachwyciło, a co rozczarowało? :)

czwartek, 21 listopada 2013

[323] "Michael Vey. Więzień celi nr 25" Richard Paul Evans


Autor:








wtorek, 12 listopada 2013

[322] "Gra Endera" Orson Scott Card


Autor:





















sobota, 9 listopada 2013

[321] "Światła pochylenie" Laura Whitcomb


Autorka: Laura Whitcomb
Wydawnictwo: Initium
Rok wydania: 2010
Stron: 232
Ocena:
4/10


"Ktoś na mnie patrzył. To dość niezwykłe uczucie, gdy jest się martwym."





   Helen nie żyje. To fakt. Od 130 lat jest Światłem, duchem. Zna jedynie swoje imię, wiek i to, że jest kobietą. Ma swojego gospodarza, którym się "opiekuje" w nadziei, że jej niedola w końcu się skończy. Tymczasem dużo czasu spędza w szkole, u boku gospodarza, który jest nauczycielem. I to właśnie tam, pierwszy raz od dziesiątek lat, Helen czuje, że ktoś na nią patrzy. Prosto na nią, a nie przez nią. Kobieta jest tym wstrząśnięta, ale w miarę swoich możliwości rozpoczyna śledztwo. Wyniki są zaskakujące, ale Helen się nie poddaje. Wspólnie z chłopakiem, który ją widzi, chce rozwikłać tajemnicę śmierci i być w końcu szczęśliwą. Odnaleźć spokój i przebaczenie.

   Przyznam, że spodziewałam się czegoś lepszego. Tematyka śmierci w książkach zawsze przyciąga uwagę i choć nie sądziłam, że dostanę "Nostalgię anioła", to też nie sądziłam, że dostanę coś zupełnie przeciwnego. Wiek bohaterów też był obiecujący, bo byli nimi dorośli ludzie, choć w ciałach nastolatków. I z początku sądziłam, że będzie ciekawie. Zdawało się, że będzie o odkupieniu, o dobru i złu, jakieś głębsze przemyślenia... Szybko sprowadzono mnie na ziemię i oblano wiadrem zimnej wody. Książka ze strony na stronę okazywała się coraz nudniejsza, płytsza, wręcz naciągana. Historia Helen zamiast mnie zaciekawić, jedynie mnie zanudziła. Jej relacja z chłopakiem, który ją widział rozwinęła się w tempie godnym książek paranormal romans, a nawet szybciej. Aż zaczęłam sprawdzać, czy na pewno nikt mi kilku rozdziałów nie wyrwał. No i opisy. Moją udręka w tej książce, naprawdę. Były tak chaotyczne, a kwieciste porównania tak naciągane, że aż wszystko stało się bezsensowne i na granicy komizmu. Wręcz znienacka traciłam w czasie czytania wątek i nie mogłam go odnaleźć.

   Nie jest to książka, którą polecam. A przynajmniej ostrzegam, że z pewnością nie powali was ona na kolana. Lepiej sięgnąć po coś innego, a "Światła pochylenie" przesunąć na dół listy książek planowanych do przeczytania lub wręcz całkowicie ją z niej skreślić.

niedziela, 27 października 2013

[320] "Starcie królów" George R.R. Martin


Autor: George R.R. Martin
Seria: Pieśń lodu i ognia, tom 2
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2000
Stron: 928
Ocena:
8/10



 „Władzę ma ten, kogo ludzie uważają za sprawującego władzę.”





   "Starcie królów" to drugi tom sagi "Pieśni Lodu i ognia". Ponownie przyglądamy się wydarzeniom z punktu widzenia wielu bohaterów, w tym kilku nowych. A w Królestwie nie jest dobrze. Kilku lordów ogłosiło się królami, po śmierci króla Roberta. Wśród osób roszczących sobie prawa do tronu jest młody Robb Stark. Rozpoczyna się zatem wiele bitew pustoszących ziemie, pojawiają się kolejne spiski, knowania i zdrady. Oprócz tego obserwujemy też ponure przygody Aryi, udającej chłopca, by ocalić życie. W Winterfell nie dzieje się wiele lepiej, Bran zmaga się ze swoim kalectwem, jednocześnie próbując sprostać obowiązkom lorda. Nadciąga też niebezpieczeństwo, którego chłopiec się nie spodziewa. Natomiast za morzem, Deanerys wędruje ze swoim khalasarem  i smokami w poszukiwaniu żywności, ludzi, a nade wszystko statku, by móc odzyskać swoje dziedzictwo, swoje królestwo.

„Słyszałem, że odwaga i szaleństwo są kuzynami.”

   Przeczytanie książki trochę mi zajęło, po części z braku czasu, a po części dlatego, że niektóre rozdziały mnie nużyły. Choć były też takie momenty, kiedy serce biło mi szybciej i czym prędzej kontynuowałam lekturę, by poznać losy bohaterów. To zabawne, bo przywiązałam się do postaci głównie dziecięcych oraz Tyriona. Aryi dlatego, że jestem niesamowicie ciekawa jak dziewczynka sobie poradzi, zaś Bran ciekawi mnie ze względu na jego więź z Latem. Natomiast Tyrion zaskakuje mnie swoją bystrością i zachowaniem, złożona postać. Zawiodłam się natomiast na Deanerys. Ciekawił mnie jej wątek ze względu na smoki i choć lubię o niej czytać, jednocześnie mnie ona trochę nudzi. Brakuje jakiś większych akcji, emocji z nią. No i Jon Snow. Jak do tej pory, najchętniej czytam rozdziały o nim. Sama nie wiem, dlaczego tak go lubię, może za odwagę, a może za tę dozę tajemnicy życia w Straży i za Murem, ale rozdziałów z nim wyczekuję zawsze.

„Kiedy spada śnieg i wieje biały wiatr, samotny wilk umiera, ale stado przeżyje.”

   Podsumowując, nie potrafię ocenić, czy było lepiej czy gorzej niż w tomie pierwszym. Wtedy dopiero wdrażałam się w świat, teraz czytałam dość długo, książka miała lepsze i gorsze momenty. Jakby nie było, zabrałam się za tom trzeci, bo po prostu warto.

niedziela, 20 października 2013

[319] "Dziewięć żyć Chloe King. Upadła." Liz Braswell


Autorka:









wtorek, 15 października 2013

[318] "Wybrani" C.J. Daugherty


Autorka: C.J. Daugherty
Seria: Wybrani
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2013
Cena: 34,90zł
Stron: 436
Ocena:
8-/10








   "Wybrani" to książka, która nie zaszokowała okładką czy opisem. Po prostu kolejny paranormal. I każdy był mocno zdziwiony, gdy okazywało się, że paranormal to to nie jest w żadnym stopniu. I najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że przez wiele stron miałam wrażenie, że zaraz z krzaków wyskoczy wilkołak, a zza kaplicy zombie czy inny wampir.

 „Nie wszystko jest tym, na co wygląda, a ludzie nie zawsze są tymi, za których się podają.”

   Książka rozpoczyna się w momencie, gdy Allie zostaje aresztowana. Trzeci raz. W ciągu jednego roku. Rodzice odsyłają ją więc do szkoły z internatem, gdzie gadżety z XXIw. typu laptop czy komórka są zabronione. Za to jest wysoki poziom nauki i tradycyjne rozrywki, typu: rozmowy czy szachy. Ponadto część uczniów należy do elitarnej Nocnej Szkoły. A co to za szkoła i kim są jej członkowie? To tajemnica. I takich tajemnic oraz dziwnych zjawisk jest więcej. Dochodzi nawet do morderstwa, ale bohaterce nikt nie chce nic zdradzić, a intryga się zagęszcza. W dodatku na drodze Allie staje oczywiście dwóch chłopaków: czarujący Sylvain i ponury Carter.
„Nic nie wiesz. Naprawdę nic nie wiesz. To... głupie. Nikt ci nic nie powie. Nikt ci nic nie powie...”
   Ta książka mnie zadziwiła. Naprawdę. Autorka zaskakiwała mnie na każdym kroku. Nie mówię, że fabuła jest mega oryginalna, a powieść wybitna. Ale autorka zaskakuje już w momencie, gdy zdajemy sobie sprawę, że to zwykła powieść, a nie paranormalny romans, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazywały. Zaskoczyła mnie też bohaterka i jej postępowanie oraz przebieg akcji. Z przyzwyczajenia do książek wyżej wymienionych spodziewałam się zupełnie innego obrotu spraw. Tymczasem autorka kierowała wszystkim wręcz rozsądnie. Pewnym minusem jest to, że początek wydaje się być trochę nudny. Akcja później jednak tak się rozkręca, że lektura błyskawicznie mi minęła, zostawiając pewien niedosyt. I mam nadzieję, że tak jak "Wybrani" mile mnie zaskoczyli, tak i "Dziedzictwo" pochłonie mnie zupełnie.

piątek, 11 października 2013

[317] "Jutro 5. Gorączka" John Marsden


Autor: John Marsden
Seria: Jutro, tom 5
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2012
Stron: 272
Ocena:
7/10









   Długo czekałam, by móc przeczytać kolejny tom. Kupić za co nie miałam, wymienić się nikt nie chciał... W końcu natrafiłam na "Jutro" w bibliotece. I choć przyszłam tam w zupełnie innym celu (książka na studia) to gdy zobaczyłam właśnie tę serię, te brakujące tomy... to czym prędzej je wypożyczyłam, zagłuszając ten wredny głosik w głowie, który zdecydowanie to odradzał.

 Po wydarzeniach z tomu czwartego, Ellie, Fi, Homer, Kevin i Lee przebywają w Piekle. Porucznik Finley nie chce/nie może ich zabrać, a oni w końcu mają dość bezczynności. Odchodzą więc z kryjówki, a jednym z przystanków w ich wędrówce jest wysypisko śmieci. Zostają tam zaskoczeni przyjazdem ciężarówek. W wyniku niespodziewanego przebiegu akcji bohaterowie trafiają w sam środek jednego z najważniejszych, najbardziej chronionych terenów wroga. Znajdują się w miejscu, w którym nawet nie śmieli marzyć, że się znajdą.

„Gdybyśmy nadal mogli żyć tak jak dawniej, oglądając cudze wojny w telewizji.”

   Muszę przyznać, że kolejny tom wydaje się być powtórką poprzednich. Znowu najpierw marazm, potem nagła decyzja, akcja, wybuchy i strzelaniny, dość spokojne zakończenie. Ponownie czytałam o wątpliwościach i strachu bohaterów, a za chwilę o ich odważnych wyczynach. Ale z drugiej strony byłam tak ciekawa jak to wszystko się potoczy, że pochłonęłam książkę błyskawicznie. Nie można odmówić autorowi lekkości pióra, a opisy są tak dynamiczne, że aż czasem w napięciu wstrzymywałam oddech, czekając na nieuniknione. Bo z jednej strony jestem pewna, że Ellie przeżyje - ona to pisze. Ale reszta? Tu już nie mam gwarancji. Zresztą - nie mam nawet gwarancji, że Ellie ma wszystkie kończyny... Jednakże, mimo powtórki schematów, autor przynajmniej zaskakuje wciąż nowymi akcjami, pomysłami bohaterów i nie sposób długo się nudzić.

   Cieszę się, że po tak długiej przerwie przygody nastolatków z Piekła mogły towarzyszyć mi w podróżach pociągiem. Cała seria już za mną, opinie już wkrótce, a tymczasem szczerze zachęcam do sięgnięcia po serię lub jej kontynuowania.


wtorek, 1 października 2013

Kącik kulinarny: Sernik brzoskwiniowy

To ciasto już nie jest tak łopatologiczne w przygotowaniu jak poprzednie słodkości, ale w zamian jest tak obłędnie pyszne, że grzech nie spróbować go zrobić. Gdy pierwszy raz go zrobiłam nie spodziewałam się, że będzie aż tak pyszne. Jest bardzo delikatne, wręcz rozpływa się w ustach.

Składniki:
  • 0,5kg twarogu (jak ten: klik)
  • 2 galaretki cytrynowe
  • 0,5l kremówki
  • 3 łyżki cukru 
  • dżem brzoskwiniowy

  • 10dag wiórków kokosowych (Proponuję samemu sprawdzić odpowiadającą ilość)
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżki masła


 No biszkopt. Jeśli ktoś nie ma własnego, sprawdzonego przepisu, to też podrzucam:
  • 7 jajek
  • 1,5 szklanki cukru
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej + zapełnić mąką pszenną do 1,5 szkl
  • 1,5 łyżeczki proszku
Jajka ubić z cukrem, dodać mąkę wymieszaną z proszkiem. Piec w wysmarowanej margaryną formie (tylko dno) w 170-180 stopniach, aż będzie rumiany.

Przygotowanie:
Galaretki rozpuszczamy w 1,5 szkl wody, odstawiamy aż stężeje.
Miksujemy twaróg, dodajemy tężejącą galaretkę. Ubijamy śmietankę z cukrem i dodajemy do twarogu, delikatnie miksujemy. Biszkopt przekrawamy na pół. Wykładamy na jedną połówkę masę, przykrywamy drugim biszkoptem. Smarujemy go dżemem.

Wiórki kokosowe smażymy na maśle (ja używam margaryny), dodajemy cukier. Posypujemy ciasto. Warto je schłodzić.


Smacznego!

niedziela, 22 września 2013

[316] "Prymuska" Ewa Bagłaj


Autorka: Ewa Bagłaj
Wydawnictwo: Muza
Seria: Broszka, tom 3
Rok wydania: 2013
Stron: 222
Ocena:
8/10

 "Bo przecież, żeby trzymać kogoś za rękę, trzeba najpierw swoją dłoń otworzyć."


 
   Długo przyszło mi czekać na kolejny tom "Broszki". Szczerze mówiąc, myślałam, że już nie będzie kolejnego tomu, a tymczasem zostałam mile zaskoczona. Wspaniale móc było znowu poczytać o Broszce i jej skłonnościach do wpadania w kłopoty, i zamiłowania do kryminalistyki.

   Tym razem Broszka jest wolontariuszką na obozie dla niepełnosprawnych, w dobrze znanym już z serii miejscu, bo w Kostomłotach. Jednakże to nie wokół niepełnosprawnych dzieci kręci się akcja. Jednym z bohaterów jest nastoletni chłopak, prawdopodobnie narkoman, który musi odpracować w stadninie trochę godzin za to, że rzucił petardą w klacz, która straciła przez to oko. Jego ojciec to książkowy przykład rodzica, który syna trzyma twardą ręką (co w sumie i tak nie wyszło). Tytułowa prymuska to kolejna bohaterka, młoda dziewczyna, zawsze śliczna, mądra, zdolna, idealna. Ma jednak swoją tajemnicę. A Broszka, jak to Broszka, zawsze węsząca kryminalną intrygę i mająca całkiem niezłe podejście do ludzi, stara się wszystkim dookoła pomóc i wybadać, co się dzieje. I tylko do własnego chłopaka nie potrafi odpowiednio podejść... Bo jak na nowo odzyskać zaufanie?

"Ale kiedy mu ufam, to znaczy wierzę, że poradzę sobie z każdą sytuacją. Że ona mnie nie złamie, ale da na przyszłość większą siłę." 

   Książki Ewy Bagłaj to po trochu kryminał, przygoda, konie i psychologia. Czyta się je w mgnieniu oka, lekko i z przyjemnością. Nie są duże objętościowo, a akcja w tym tomie nie obejmuje zbyt wielu dni, poza końcowymi stronami, będącymi czymś w rodzaju epilogu. Przemyślenia bohaterki mogą przyprawiać o śmiech, gdy za daleko zapędza się w podejrzeniach, ale z kolei "złote myśli" nie męczą odbiorcy, są wypowiedziane naturalnie, są wnioskami bohaterki, które wyciąga z tego, co przeżyła i doświadczyła. Tym razem dotyczą problemów nastolatków: bycia ofiarą ambicji rodziców lub przeciwnie - braku miłości i zrozumienia z ich strony.

"Dzięki niej teraz to wiem. Że szczęście nie zależy od tego, jak wyglądam, co posiadam, co umiem, a czego nie. Ani kim jestem dla świata. Liczy się to, czy wierzę w siebie i czy siebie lubię."  

   Lubię tę serię, lubię do niej wracać, a najnowsza książka mnie nie zawiodła. Mam nadzieję, że kiedyś pojawi się i czwarty tom. Choć muszę przyznać, że tym w razem w pewien sposób historia została bardziej "domknięta" niż przy "Dublerce". A jednak... chciałabym poczytać dalej o Broszce.

poniedziałek, 16 września 2013

[315] "Gra o tron" George R.R. Martin


Autor: George R.R. Martin
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Seria: Pieśń Lodu i Ognia
Stron: 778
Ocena:
10/10



 "Nadchodzi zima"






   Grunt to uważać, o co się prosi, nieprawdaż? Poprosiłam przyjaciółkę, by pożyczyła mi "Grę o tron" od kogoś z jej rodziny. Oczekiwałam pierwszego tomu, by móc się wstępnie zapoznać z historią. A tymczasem dostałam osiem grubych ksiąg, a przecież pierwszy rok studiów za pasem. Książkę czytałam pięć dni. I wierzcie mi, codziennie nad nią zasiadałam.

   "Gra o tron" to książka na topie. Głównie za sprawą serialu. I ja zainteresowałam się serią, chciałam jednak wpierw przeczytać książkę nim sięgnę po serial. Gdy w końcu zyskałam możliwość jej przeczytania zdałam sobie sprawę, że w sumie nawet nie wiem o czym konkretnie ona jest. W internecie padały różne nazwiska, rody, nazwy, które kompletnie nic nie mówiły. Takie ciekawostki, strzępki informacji, a jak człowiek tak się zastanowi to zupełnie nic konkretnego.

„Serce kłamie, a głowa nas zwodzi. Jedynie oczy widzą prawdę. Patrz oczyma. Słuchaj uszami. Wąchaj nosem i czuj przez skórę. Potem dopiero myśl. W ten sposób poznasz prawdę.”

   Umiera Namiestnik, druga najważniejsza osoba w Królestwie - zaraz po Królu. Król Robert osobiście przybywa więc do Winterfell, gdzie władzę sprawuje Eddard Stark i składa mu propozycję nie do odrzucenia - aby to on przejął ten zaszczytny urząd. Mężczyzna przyjmuje propozycję z różnych powodów - w tym tego, że Namiestnik najpewniej został zamordowany przez żonę Króla lub jej rodzinę. A to tylko początek przeróżnych sekretów, intryg i walk, rozpoczynających grę o tron. Narracja podzielona jest między ośmiu bohaterów (pomijając prolog), głównie Starków, choć nie tylko. Nie każdy bohater jest pozytywny, niektórzy są dziećmi, niektórzy dopiero muszą szybko dorosnąć. Bohaterowie są w różnych miejscach, o różnych misjach, co daje czytelnikowi dość szerokie pojęcie o sytuacji w Królestwie i prawdziwości różnych zdarzeń.

„W grze o tron zwycięża się albo umiera. Nie ma ziemi niczyjej.”

   Z początku książkę czytało się ciężko. Prawie byłam gotowa zaopatrzyć się w kartkę i długopis, i notować wszystkie imiona i rody, bo sądziłam, że pogubię się całkiem. Jednak po kilkudziesięciu stronach, a już zwłaszcza po kilkuset już całkiem swobodnie operowałam nazwami i imionami. Jednak z pewnością nie jest to lekka i szybka lektura. Jest zawiła, wielowątkowa, bohaterowie nie są tym kim wydają się na pierwszy rzut oka. Z pewnością każda postać jest dopracowana, ma swoją przeszłość, cele i motywację. Spędzałam nad książką kilka godzin dziennie, ale musiałam czytać wolno i uważnie. Nie żałuję jednak ani chwili czasu nad nią spędzonego. I z chęcią zabiorę się za drugi tom.


środa, 11 września 2013

[314] "Isola" Isabel Abedi


Autorka: Isabel Abedi
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Rok wydania: 2008
Stron: 280
Ocena:
7/10


„Grupa składa się z tych, którzy mówią, i z tych, którzy milczą.”





   Isola czyli wyspa. Do tego dwanaścioro młodych ludzi o przybranych imionach i trzy rzeczy, które mogą ze sobą zabrać. Mnóstwo kamer, które ich obserwują. Trzy tygodnie pobytu na wyspie. Jest dom, mnóstwo jedzenia, prąd, wszelkie wygody. Nastolatkowie mają się po prostu spędzić tam czas. Tak im mówiono. Szybko znajdują skrzynkę z nowymi instrukcjami. Denerwują się nimi, ale akceptują. A jakie to instrukcje? Jedenaścioro jest ofiarami. Plus jeden morderca. Nie na serio - ot, łapie "ofiarę" za rękę, zaprowadza do kryjówki, "ofiara" bezpiecznie jest odtransportowana do domu.

„Nie trzeba mówić, by kłamać.”

   Całą historię poznajemy z punktu widzenia Very. Ona jest "ofiarą" na tej wyspie, więc razem z nią zastanawiamy się, kto jest "mordercą". Są nerwy, podejrzliwość, ale bohaterowie początkowo spędzają czas nawet swobodnie. Uwagę Very zwraca małomowny Solo, zaprzyjaźnia się z Elfe, prawie sielankowo. Jest sporo śmiechu, zabawy. Do czasu. Do momentu, gdy zostaje popełnione prawdziwie morderstwo i strach ogarnia wszystkich tych, co mieli nieszczęście jeszcze przebywać na wyspie. Kto jest mordercą? Gdzie jest zaginiona dziewczyna? Dlaczego reżyser nie interweniuje, a uczestnicy wydają się być pozostawieni sami sobie?

„My, ludzie, spędzamy całe nasze życie jak w jaskini i wszystko, co w nim odczuwamy jako prawdziwe, to tylko cienie rzeczywistości - to chciał wyrazić Platon swoją parabolą. Aby dotrzeć do światła, a tym samym do rzeczywistości, musimy opuścić bezpieczne schronienie w jaskini, a oślepiająca jasność na ziemi najpierw napędzi nam strachu i przysporzy bólu.”

   Przyznam szczerze, że takiego rozwoju akcji się nie spodziewałam. Tego całego zakończenia, tej intrygi. Myślałam, że cała ta akcja książki przebiegnie inaczej, sądziłam, że będzie w końcu nudno, a tu nagle sytuacja zmieniła się diametralnie. Od tego momentu czytałam jednym tchem. I choć uważam, że autorka trochę przesadziła z zawiłością tej intrygi, to książkę całościowo czytało mi się bardzo dobrze. I jestem zadowolona, że w końcu się za "Isolę" zabrałam.

niedziela, 8 września 2013

[313] "Wampir z M-3" Andrzej Pilipiuk


Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2011
Stron: 330
Ocena:
8/10



„Życie ogólnie jest proste. Tylko ludzie je sobie niepotrzebnie komplikują.”





   Kiedyś czytałam książkę tego autora, ale jak to się mówi "dawno temu i nie prawda". Praktycznie nic już nie pamiętam. Uznałam, że pora sięgnąć po książki fantasy polskich autorów i akurat "Wampir z M-3" trafił się w bibliotece. No cóż, uznałam, że w sumie można i od tego zacząć.

   Że to polska odpowiedź na "Zmierzch" odkryłam dopiero, gdy natrafiłam na mały fragment o Edwardzie i jego rodzeństwie. Poza tym książka w sumie nie ma nic wspólnego z wizją Stephanie Meyer. Może poza młodą bohaterką, ale zdecydowanie różniącą się od Belli. I, no właśnie, to mnie zdziwiło. Nie spodziewałam się, że bohaterką będzie nastolatka. A mówiąc ściślej, Gosia. Po udanym samobójstwie budzi się po pół roku w rodzinnym grobowcu jako wampirzyca. Oczywiście pierwsze kroki kieruje do domu, a tam... rodzina próbuje ją zabić strzelając z dubeltówki i sypiąc czosnkiem w proszku importowanym z Czechosłowacji. Ciężkie to życie wampira w PRL-u.

"- Obława? [..]
- Wali tu oddział weteranów z AK pod dowództwem twojej babci. Niosą kanister nafty!
- Yyyy...?
- Chodu, dziewczyno, zaraz cię tu spalą!"
   Oprócz Gosi mamy całą masę innych bohaterów: ślusarza Marka, Pana Samochodzika, Profesora, egipską mumię szukającą ukochanej, przystojnego wilkołaka Grega, trafiła się nawet Czarna Wołga. Losy postaci poznajemy w kolejnych opowiadaniach, które łączą się w spójną całość. Mamy więc poszukiwania zaginionej wieki wcześniej księgi, która pomogłaby współczesnym wampirom odzyskać wiedzę o nadnaturalnych mocach. Jest historia o mumii, która szuka ukochanej, porachunki z właścicielami Czarnej Wołgi, a nawet o wystrzeleniu rakiety w kosmos z biednym Profesorem na pokładzie. Komunizm niekoniecznie sprzyja wampirom.

„- Czy wy w tej ubecji w ogóle wiecie, co to znaczy starożytny, obdarzony mocą, wkurzony byt bionekrotyczny?”

   Narracja w tej książce jest specyficzna, a i do tego typu humoru trzeba mieć przekonanie, podobnie jak akceptować przekleństwa i nie zawsze wyszukane rozmowy. Ot, typowo polskie zachowanie. Samo umiejscowienie akcji w PRL-u jest niecodzienne. Do mnie jednak to trafia. I jeśli się uda, będę wypożyczać kolejne książki Pilipiuka.

piątek, 6 września 2013

Kącik kulinarny: Wafelki

Przepis jeszcze prostszy niż poprzedni, bo bez pieczenia :)

Składniki:
  • 1 szklanka cukru
  • 1 kostka margaryny
  • 1/4 szklanki wody
  • 2 łyżki kakao
  • 1,5 szklanki mleka w proszku (Jest to ilość umowna. Zależy od rodzaju mleka, itp. Może wyjść więcej) 
  • paczka wafli
Cukier, margarynę, wodę i kakao rozpuszczamy w garnku.  Gdy masa trochę wystygnie dodajemy mleko w proszku i miksujemy. Masa ma być gęsta, dobrze się smarować.

Wafle przekładamy masą. Można zrobić cienkie wafelki (jak te na zdjęciu), można grubsze, zależy od upodobania. Po przełożeniu warto czymś wafle docisnąć, aby warstwy dobrze się trzymały. Można je też udekorować, np. polać polewą i posypać wiórkami, orzechami. itd. Kwestia fantazji i chęci.

I koniec filozofii :)

Smacznego!

środa, 4 września 2013

[312] "Bogowie i wojownicy" Michelle Paver


Autorka: Michelle Paver
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2013
Seria: Bogowie i wojownicy
Stron: 304
Ocena:
9/10









   Michelle Paver poznałam przy czytaniu Kronik Pradawnego Mroku, gdzie wraz z Torakiem i jego wilkiem wędrowałam po lasach sprzed tysięcy lat. Przygody chłopca szybko mnie wciągnęły, a choć ta lektura jest dla młodych czytelników to jednak autorka nie traktowała ich/nas "po macoszemu". Wystarczy poczytać końcowe komentarze od autorki, by docenić jej przygotowanie do pisania serii. I czytając, czuło się jak wiernie autorka przedstawia zwyczaje wilków, ich zachowania a także życie Toraka i wierzenia.

  A jak ma się sprawa z "Bogami i wojownikami"? Bohater - Hylas - jest młody, ma 12 lat. Jest Osobnym - wykluczonym ze społeczności. Nie obca jest mu kradzież czy kłamstwo. Do tej pory żył względnie bezpiecznie, dopóki nie został zaatakowany przez wojowników, zwanych Krukami. To przez nich został rozdzielony z młodszą siostrzyczką, Issi. Gdy gubi napastników, rozpoczyna poszukiwania dziewczynki. Jednak z depczącymi mu na piętach Krukami nie trafia tam, gdzie trzeba. Koniec końców ląduje na wyspie, za wiernego przyjaciela ma Ducha, za niespodziewaną towarzyszkę - Pirrę, córkę Kapłanki, która uciekła nie godząc się na obowiązki nakazywane przez matkę. Ale Kruki nie spoczną, póki nie odzyskają ważnego dla nich przedmiotu, który przypadkowo wpadł w ręce Hylasa...

"Oni wiedzą, że nadchodzisz. [...] Szukają cię w swoim głębokim, błękitnym świecie... Znajdą cię... [...] Płetwowy Lud zabierze się na swoją wyspę... latające ryby i śpiewające jaskinie... wzgórza, które potrafią chodzić... drzewa z brązu..."

    Jestem pod wrażeniem tego jak pisze Michelle Paver. Z szacunkiem dla młodszych czytelników, tworzy zgrabnie skonstruowaną, dopracowaną książkę, którą czyta się z zaciekawieniem i w napięciu. Bohaterowie, choć młodzi, to podobnie jak w "Kronikach..." są bystrzy, popełniają błędy, ale wyciągają z nich wnioski. Początkowo sobie nie ufają, ale łączy ich jedno - chęć przetrwania. Istotnym elementem są wierzenia i bóstwa, co odzwierciedla się w takim zachowaniu jak: składanie ofiary, magiczne znaki, modlitwa, wiara w boskie zwierzęta.

"A mimo to Hylas wiedział, że delfin nie należy do świata, z którym on sam był związany. Jego spojrzenie zdawało się głębokie jak Morze, a choć był on żyjącym stworzeniem z ciała, krwi i kości, był również duchem Morza, który należał do Pani Dzikich Stworzeń."

    W "Kronikach Pradawnego Mroku" istotny był wilk. Tutaj, przynajmniej w tej części, ważny był... delfin. Delfin, zwierzę święte i inteligentne (z czym w książce spotykam się nie pierwszy raz). On i jego pobratymcy mieli swoją rolę do odegrania w przygodach Hylasa i mam nadzieję, że i w kolejnych tomach się pojawią.

    Jedno jest pewne - nie zawiodłam się na Michelle Paver. I zdecydowanie polecam tę książkę jak i "Kroniki Pradawnego Mroku". Polecane są dla czytelników 9+, ale zapewniam że i starsi będą zadowoleni z tej lektury.

niedziela, 1 września 2013

Kącik kulinarny: Ciasteczka czekoladowe

Te ciasteczka są tak banalne, że nie sposób je zepsuć. Są szybkie w przygotowaniu, nie wymagają wielkich umiejętności i są naprawdę pyszne.


Składniki:
  • 300g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 250g masła
  • 30g kakao
  • 125g cukru pudru
Przygotowanie:
Mąkę mieszamy z kakao, proszkiem i sodą.

Masło miksujemy z cukrem, stopniowo dodajemy mąkę z kakao. NIE POTRZEBA żadnego płynu, wszystko się zmiksuje na gładką masę.

Z ciasta lepimy kulki wielkości orzecha włoskiego, rozpłaszczamy. Układamy na blaszce wysmarowanej tłuszczem, zachowując lekkie odstępy.

Pieczemy 5 minut w 170stopniach, później zmniejszamy do 150 i pieczemy jeszcze ok. 10 minut.

Smacznego!

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

[309] - [311] "Zazdrość" & "Bunt" & "Czas odwetu" Lili St. Crow


   Seria o Dru Anderson liczy 5 tomów, z czego dwa opisywałam już kiedyś, a teraz trzy kolejne przeczytałam hurtem. Więc uznałam, że opiszę je również hurtem, bo w moim odczuciu wiele się nie różnią, a pisać trzy razy o tym samym jest bez sensu. (A zresztą, leniwa jestem...).

Wydawnictwo: Amber
Seria: Inne anioły, tom 3
Rok wydania: 2011
Stron: 304
Ocena:
7/10






    W "Zazdrości" Dru trafia do kolejnej Scholi, większej i teoretycznie lepiej chronionej. Z czasem okazuje się, że pewien rodzaj niebezpieczeństwa znajduje się w samej szkole. Ponadto Dru wciąż walczy o Asha, Złamanego, który uporczywie nie rezygnuje z prób przeistoczenia się w człowieka, do tego dochodzą wspomnienia z przeszłości oraz, a jakże, pewien rodzaj dylematu między Christopherem a Gravesem. Chociaż uważam, że jest dość wyraźnie zaznaczone kogo Dru woli bardziej, a komu ciężko zaufać. Tytułowa "Zdrada" drugiego tomu przewija się praktycznie i przez kolejne trzy tomy, zwykle odnosząc się do tego samego osobnika czyli właśnie Christophera.


 „To cud. I jak wszystkie cuda miał też swoją mroczną stronę.”


Wydawnictwo: Amber
Seria: Inne anioły, tom4
Rok wydania: 2011
Stron: 272
Ocena:
7+/10

   W "Buncie" Dru wścieka się z powodu stawianych jej ograniczeń i braku konkretnych działań w poszukiwaniach Gravesa, porwanego przez Siergieja. Oko za oko - Dru odebrała mu Asha, więc wampir stworzy sobie nowego Złamanego. Dziewczyna ostatecznie ucieka ze Scholi, by na własną rękę szukać ukochanego. Nie żeby to było skazane na porażkę - swietocza przeszła trochę szkolenia w posługiwaniu się malaika, wkrótce też rozkwita stając się groźna dla wampirów. Zresztą, ta bohaterka nigdy nie była totalnie bezbronna...



Wydawnictwo: Amber
Seria: Inne anioły, tom 5
Rok wydania: 2012
Stron: 272
Ocena:
7+/10

   "Czas odwetu" to czas odwetu na Siergieju. Rozpoczyna się jednak szaleńczą ucieczką Dru w bardzo doborowym towarzystwie - półszalonego nie-Złamanego Asha oraz Gravesa o wątpliwej formie. Z czasem do tej wesołej gromadki dołącza też Christopher. Do tego poszukuje ich mnóstwo wampirów i nie tylko... A dyskretną ucieczkę utrudniają swego rodzaju sabotaże od strony osoby, której Dru mogła zaufać zawsze i szczerze. Przyznam, że kim jest ten, który zdradził Dru wiedziałam już od "Buntu", bo było to praktycznie oczywiste.









   To tyle o fabule, a co o moich odczuciach? Mówiąc najprościej uważam, że to naprawdę dobra seria. Już w pierwszym tomie spodobała mi się bohaterka, jej postawa i charakter. Przez kolejne tomy stała się tylko mocniejsza. Może czasem nieco za płaczliwa, ale zwykle najpierw skopała tyłek wrogowi nim pozwoliła sobie na słabość. A zważywszy na okoliczności, jej życie odkąd musiała zabić własnego ojca, jest to dla mnie w pełni akceptowalne.

   Od "Zazdrości" pojawiło się więcej ciekawych bohaterów, a sama wydarzenia nabierały coraz większego tempa. Najistotniejszymi postaciami pozostali oczywiście Graves i zagadkowy Christopher, ale uroku dodawali choćby nieśmiały Dibs, którego bardzo polubiłam czy jakże energiczna Nathalie, chyba pierwsza "normalna" przyjaciółka jaką kiedykolwiek Dru mogła posiadać. Wątek romantyczny dalej toczył się jak ospały żółw, ale w międzyczasie zmieniłam swój stosunek do obu kandydatów i bardziej polubiłam Gravesa. Dhampir wręcz mnie zmęczył swoim "pojawiam się i znikam", a o swoich wątpliwościach do jego osoby mogłabym napisać całą książkę.

   Trochę nie podoba mi się zakończenie serii, niejednoznaczne, podczas gdy ja chciałabym konkretnie powiedzianego z kim jest Dru. Ale z drugiej strony mogę sama to sobie postanowić, wymarzyć happy end i może tak jest lepiej.

sobota, 24 sierpnia 2013

Kącik kulinarny: Ciasto ze śliwkami

A konkretnie śliwkami i jednym jabłkiem :)
Akurat trwa sezon śliwkowy, a przepis świeżo znaleziony i wypróbowany. I to ciasto wyszło tak pyszne aż jestem zdziwiona. W ogóle, sam przepis na ciasto półkruche jest świetny, bo wyszło idealnie miękko-kruche, a dodatek owoców to w ogóle cudo :)

Zaczynajmy więc!

Składniki:
Ciasto:
  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 1 szklanka cukru pudru
  • kostka margaryny
  • 2 łyżeczki śmietany 18%
  • 4 żółtka
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • cukier waniliowy
Pozostałe:
  • 1/2 szklanki cukru
  • 4 białka
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżki bułki tartej
  • 70dag śliwek
  • duże jabłko
  • trochę cynamonu

 Przygotowanie:
Mąkę, żółtka, cukier puder, margarynę, proszek, cukier waniliowy i śmietanę zagniatamy na gładkie ciasto. 1/4 ciasta wkładamy do zamrażarki na ok. pół godziny, zaś pozostałą częścią wylepiamy blachę (wysmarowaną tłuszczem). Ciasto posypujemy łyżką mąki ziemniaczanej i łyżką bułki tartej. (Wchłoną one sok z owoców.)

Śliwki pestkujemy, dzielimy na połówki i układamy na cieście. Jabłko obieramy, kroimy w kosteczkę, mieszamy z cynamonem wedle gustu i posypujemy śliwki. Owoce posypujemy pozostałą łyżką bułki tartej.

Natomiast białka ubijamy, dodajemy cukier, a na koniec łyżkę mąki ziemniaczanej. Wykładamy na ciasto. Przypominamy sobie o cieście w zamrażarce. Wyjmujemy go i ścieramy na grubych oczkach tarki na pianę. Pieczemy ok.40 minut w 180 stopniach, aż będzie rumiane. (Magiczny patyczek też nie zaszkodzi.)

Smacznego!

czwartek, 22 sierpnia 2013

[308] "Wywiad z wampirem" Anne Rice


Autorka: Anne Rice
Seria: Kroniki wampirów
Rok wydania: 2007
Wydawnictwo: Rebis
Stron: 400
Ocena:
9/10



 „Życie... każda jego sekunda... to wszystko, co mamy.”





   Któż nie słyszał o Anne Rice i "Wywiadzie z wampirem"? Chyba każdy kojarzy to nazwisko, a "Wywiad..." został napisany niemalże 40 lat temu. Jest pierwszą częścią "Kronik wampirów", z czego kilka doczekało się ekranizacji. Przyznam, że i ja pierwszy obejrzałam film, a dopiero teraz miałam okazję zapoznać się z książką.

   "Wywiad z wampirem" to dosłownie książka-wywiad. Początkowo pada dużo pytań, z czasem coraz mniej, ale za to można wtedy odnieść wrażenie jakby Louis zwracał się bezpośrednio do samego czytelnika, a nie do dziennikarza. A wszystko zaczyna się w zwykłym pokoju, wieczorem, gdy dziennikarz rozpoczyna wywiad z wampirem Louisem de Pointe du Lac. W ciągu jednej nocy wampir opowiada mężczyźnie historię swojego kilkusetletniego życia. O poznaniu Lestata i staniu się wampirem. O dołączeniu do nich Claudii, kobiety zaklętej w ciele dziecka po wieczność. O poszukiwaniach innych wampirów w Europie. Spotkaniu z Armandem posiadającym sporą wiedzę o wampirach.

„Czymże jest umieranie, jeśli masz żyć do końca świata.”

   Nie jest to historia optymistyczna, łatwa i z happy endem. Jest krew, ból, samotność, pytania o egzystencję. Louis jest praktycznie wyprany z uczuć, a przeszłość opowiada bez większych emocji. A mimo to czytelnik może swobodnie zagłębić się w jego historię, dostrzec jego wątpliwości, próbować zrozumieć jego decyzje i targające nim sprzeczności.

„Będąc jednocześnie wiecznie młodym i odwiecznie starym, nie żywię teraz żadnych złudzeń, żyję z chwili na chwilę, podobny do srebrnego zegara tykającego na próżno: pomalowany cyferblat, delikatnie rzeźbione wskazówki pokazują czas, choć nikt na nie nie patrzy, podświetlone światłem, które nie pochodzi od Boga; tykając, tykając, z precyzją, w pokoju równie wielkim jak wszechświat.”

   Żałuję, że za tę książkę zabrałam się tak późno. Jedyne co mogę zrobić to książkę polecić wam i radzić po nią sięgnąć wcześniej niż później. Osoby lubiące tematykę wampirzą zachęcam do poznania książki Rice. "Współczesne" wampiry a "jej" wampiry dzieli zdecydowana przepaść i warto poznać wampirzą historię bez grzeczności, love story i happy endu.

wtorek, 20 sierpnia 2013

[307] "Przez burze ognia" Veronica Rossi


Autorka: Veronica Rossi
Seria: Przez burze ognia
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2013
Stron: 362
Ocena:
8/10


 - Bo ludzie to więcej niż emocje. Mają myśli i powody, by dostępować tak, jak postępują".”




   Świat w przyszłości. Reverie i Umieralnia. Świat w kopule i poza nią. Aria żyje w tym pierwszym świecie, z rozwiniętą technologią. Dzięki specjalnej nakładce na oko - Wizjerowi - spędza czas z Sferach, gdzie można przeżyć praktycznie wszystko - ale nie ma tam realnego bólu ani chorób. Wyeliminowano zbędne czynności czy reakcje organizmu jak chociażby zwykłe rośnięcie paznokci. Taki sztuczny, bezpieczny świat. Natomiast Perry to Wykluczony, żyjący poza Kopułami. Mieszka w Plemieniu Fal, a  w jego świecie jest ból, krew, kanibale i wzmagające się burze eterowe. W przeżyciu pomaga mu wyczulony wzrok oraz węch, którym wyczuwa nawet ludzkie emocje.

   Ścieżki tych dwojga przecinają się, gdy Aria zostaje skazana za przestępstwo, którego nie popełniła i porzucona w Umieralni. Znajduje ją Perry podczas poszukiwań swojego bratanka. Zawierają układ: Perry pomoże jej wrócić do domu, a ona pomoże mu znaleźć wtedy Talona. Jest tylko jeden szkopuł: Wizjer Arii okazuje się być zepsuty, a jest niezbędny w tej misji. Rozpoczyna się zatem podróż przez burze eterowe do miejsca, gdzie mieszka człowiek zdolny naprawić Wizjer Arii.

   To już n-ta antyutopia, a jednak przykuwa uwagę. Zarówno okładka jak i opis zachęcają do przeczytania. Sam pomysł może nie powala na kolana, ale autorka opisuje wszystko tak zgrabnie i ciekawie, że nie sposób się nudzić. Już sami bohaterowie, którzy wiedzą czego chcą są zdecydowaną zaletą tej książki. Aria szybko odkrywa w sobie ducha buntowniczki, co często jest rzadkością w tego typu książkach.

   Muszę przyznać, że cieszę się, że wkrótce będzie drugi tom. Z chęcią przeczytam o poszukiwaniach Wielkiego Błękitu, o dalszych przygodach Arii i Perry'ego. I z czystym sumieniem polecam "Przez burze ognia". Mam jednak nadzieję, że to co zdarzyło się na koniec tej książki nie wpłynie negatywnie na kolejną. Bo jestem w stanie sobie wyobrazić tę melodramatyczną sytuację, która wzięłaby w diabły moją dobrą opinię o Arii...

sobota, 17 sierpnia 2013

Kącik kulinarny: Szarlotka

Szarlotka niestandardowa, bo... Bo sypka. Bez jajek, miksowania ciasta. Przypadkiem odkryłam ten przepis w jednym z programów kulinarnych, ale dopiero teraz, gdy zasypują mnie jabłka, mogłam go wypróbować.

Składniki:
Ciasto:
  • 2 szklanki kaszy manny
  • 2 szklanki mąki
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 i 3/4 szklanki cukru
Nadzienie:
  • 2,5kg jabłek
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 150g masła
  • 0-3 łyżki cukru 
 (Ciasto było trochę za słodkie. Jeśli ktoś woli bardziej kwaskową nutę może nie dodać cukru wcale. Zależy też to od kwasowości jabłek.)

Przygotowanie:

Jabłka umyć i osuszyć. W oryginale zetrzeć wraz ze skórką na dużych oczkach (bez obierania). Ja jednak je rozkrajałam, usunęłam gniazda nasienne, bo jabłka z własnego sadu mają to do siebie, że robaczki umieją się teleportować do środka. Nie chciałabym zetrzeć do masy wkładki mięsnej... Ekhm. Także każdy trze jabłka wedle gustu, trochę trzeba je odsączyć, dodać cukier i cynamon, wymieszać.

Natomiast sypkie składniki trzeba ze sobą dokładnie wymieszać i podzielić na trzy części (Podpowiem, że po ok. 400g). Blaszkę należy wysmarować masłem/margaryną i obsypać bułką tartą. Wysypać 1/3 składników, zrównać, delikatnie wyłożyć połowę jabłek (po łyżce, delikatnie po kawałeczku). Posypać drugą częścią składników sypkich i powtórzyć operację nakładania drugiej połowy jabłek. Na koniec przysypać resztą składników oraz poukładać wiórki masła.

Pieczemy w temperaturze ok. 180stopni, ok 55 minut, aż będzie ładnie rumiane.

Ciasto początkowo było twarde, ale po kilkunastu godzinach zmiękło i było naprawdę pyszne. Proponuję upiec je po południu i powstrzymać się przed zjedzeniem go do południa następnego dnia.


Smacznego!

piątek, 16 sierpnia 2013

Stos o numerze nieokreślonym

Dziś był udany dzień połowu książek ;) Dwie wydobyte z Paczkomatu. A kolejne trzy ze skrzynki. Podziwiam zdolności listonosza, który upchnął je w tej skrzynce, ale w sumie - nie pierwszy to raz i pewnie nie ostatni!

Ten stosik można nazwać "michalakowym", bo jak widać aż trzy książki pani Michalak do mnie przywędrowały. "Mistrz" - z wymiany na LC. Natomiast "W imię miłości" oraz "Powrót do Poziomki" zakupiłam z czystego zachwytu nad promocją jaka była w Merlinie: nie wdając się w osobne szczegóły zapłaciłam za całość (obie książki, wysyłkę) oszałamiającą kwotę 30,99zł. Grzechem było nie kupić...


Jak długo czekałam na "Chloe..."! Strasznie lubiłam serial i żałowałam, że nie nakręcili kolejnych odcinków i że książek nie ma w Polsce. Byłam szczęśliwa, gdy zobaczyłam zapowiedzi, ale długo nie mogłam znaleźć szansy wymiany, aż wreszcie, jak widać udało się :) Co śmieszniejsze, już ją przeczytałam. Przysiadłam "na chwilę" (jasne...), a wyszło tak, że książkę otworzyłam raz, by zacząć czytać, z zamknęłam dopiero, gdy skończyłam.

Natomiast "Bogowie i wojownicy"otrzymałam od Foksal. Lubię autorkę za "Kroniki Pradawnego Mroku" i jestem ciekawa jaka jest ta książka.

Więc... Jak podoba się wam stos, co czytaliście, co polecacie?

środa, 14 sierpnia 2013

[306] "BZRK" Michael Grant


Autor: Michael Grant
Wydawnictwo: Amber
Seria: BZRK
Rok wydania: 2012
Stron: 352
Ocena:
8/10



„- Co ważniejsze: wolność czy szczęście? [...]
- Nie możesz być szczęśliwy jeśli nie jesteś wolny.”





   Technologia jest wszędzie wokół nas. Komputery, komórki, tablety, roboty... Naukowcy cały czas pracując też nad technologiami, które ułatwią ludzkie życie, przydadzą się w medycynie, pozwolą wyleczyć większość chorób. Tyczy się to głównie nanotechnologii.  W książce "BZRK" ta technologia jest praktycznie codzienną rzeczywistością i niekoniecznie służy w dobrych celach. A raczej, jak to zwykle bywa, są ci dobrzy i ci źli.

   Wojna w wersji nano to wojna niewidzialna. Siedzisz w kawiarni i nawet nie wiesz, że ten chłopak trzy stoliki dalej właśnie kieruje swoje bioty na spacerek po twoim oku. Nie wiesz, że gdy dotrze do mózgu może tak połączyć pewne obszary, że zmieni twoje myślenie. Gdy zrobi to nieumiejętnie może pozbawić cię swego rodzaju przytomności umysłu.

„- Walczymy o prawo do bycia tym, kim chcemy, do odczuwania tego co chcemy. Nawet jeśli to, czego chcemy, wydaje się innym szalone.
- Jeśli wam to nie sprawi różnicy, ja będę walczyć dla zemsty.”

   W "BZRK" taka wojna zaczyna się na poważnie. Wroga organizacja chce przejąć kontrolę nad najważniejszymi przywódcami państw. Jest jednak druga organizacja, która z kolei chce ich powstrzymać. I właśnie oni werbują między innymi Noaha i Sadie, w pewnym stopniu głównych bohaterów książki. To często z nimi obserwujemy kolejne wydarzenia, okres szybkiego szkolenia, posługiwania się biotami, walkę w nano oraz tę w makro (czyli w "normalnym wymiarze"), bo wróg zdolny jest do wszystkiego a bohaterowie wcale nie są im dłużni.

   Gdyby ta książka była filmem byłby to film dość wstrząsający. Autor nie oszczędzał bohaterów, stworzył książkę brutalną, nie żałował krwawych scen lub zwyczajnie obrzydliwych jeśli chodzi o kwestię wędrowania "po bebechach" jak to zwą sami bohaterowie. Oni sami też nie są czarni lub biali. Każdy ma swoją złą i dobrą stronę, każdy swoje przeżył i nie patrzy z wielkim optymizmem w przyszłość. Nadzieja to towar deficytowy. Jedyne na co liczą w razie przegranej ich biotów to śmierć zamiast szaleństwa.

   "BZRK" to ponad trzysta stron dobrej książki. Poza gorzką rzeczywistością nie jest związana z Gone więc ci, którzy nie polubili tamtej serii mogą spróbować z "BZRK". To coś dla wielbicieli antyutopii, zwolenników nie-romansowych książek lub fanów, którzy lubią wątki trochę naukowe.

czwartek, 8 sierpnia 2013

[305]"Lśniąca pułapka" Alyson Noël


Autorka: Alyson Noël
Seria: Aura, tom 2
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2011
Stron: 200
Ocena:
6/10








   "Lśniąca pułapka" to drugi tom przygód Riley Bloom. Dziewczynka cieszy się zasłużonymi wakacjami, które przerywa pojawienie się Piekielnego Ogara. Dziewczynka początkowo jest nim szczerze przerażona, ale koniec końców postanawia go śledzić. Dlaczego? Żeby przeprowadzić psiaka na drugą stronę mostu. Na nic zdają się sprzeciwy Bodhiego, ostrzeżenie o konsekwencji łamania zasad, groźby i prośby. Riley śledzi psa, który doprowadza ją do swojej właścicielki. A jest nią mała dziewczynka o "słodkim" wyglądzie, która skrywa już mniej słodką a bardziej mroczną naturę. Riley wyzwala się z pułapki jaką rzuca na nią nieznajoma, ale Bodhi i Maślanka nie są w stanie. Łowczyni musi się więc sama zmierzyć ze zgorzkniałym duchem, mając do pomocy jedynie parę porad o księcia-niewolnika...

   Druga część przygód Riley Bloom nie jest lepsza od pierwszej. Nie jest też gorsza. Po prostu jest. Ot, kolejna krótka wyprawa Riley, która musi się wykazać odwagą i sprytem, by pomóc przyjaciołom. Pojawia się ciekawa postać księcia, historia o niewoli. Poruszony jest wątek wybaczania, miłości i przyjaźni. Pułapka zaś jest ucieleśnieniem najgorszych chwil w życiu, z których ciężko jest się wydostać.

   "Lśniąca pułapka" jest idealna dla młodszych odbiorców. Jednowątkowa historia, trochę straszna, ale zawsze z pozytywnych zakończeniem, a nawet z morałem. Idealna lekka lektura, błyskawiczna do przeczytania.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Zadziwieni kolejny raz

 Tym razem może nie tyle śmiesznie co dziwacznie...



"kroniki rodu kane'ów fakty czy fantazja" - Bo grunt to odróżniać realne życie od fikcyjnego! (Gdzie moja różdżka?! Zaraz zrobię z tym porządek.)
"zuzanna kaspian ich wspólne zycie" - Zdecydowanie nie usłane różami, kamieniami zresztą też nie, bo grunt to... (Patrz komentarz wyżej, z tą różnicą, że książkę od filmu)
"artemis wampir" - Biedny Artemis... Orion też chyba nie byłby zadowolony.
"wilkołaki chcą zabić dziecko belli" - Bywa...
"a nocą w sen zagięci" - Poetycko brzmi. Może ktoś to zna?
"serii ten w ktіrym dowiadujemy" - Niestety coś urwało, a już byłam ciekawa. A tak, ani serii ani odpowiedzi.
"libri piramida e kuqe i rick riordan" - I nie wiem, czy ktoś szukał mojego bloga, czy może ta łacina z przypadku, a w ogóle to bardzo "po polskiemu" to hasło.
"jak zakończy sie książka uniesienie dobrze?" - Dobrze, źle, zależy, co kto woli. Dla mnie satysfakcjonująco. Ale nie lepiej przeczytać?
"hermiona i inkub" - O, hasło dnia. Jak to przeczytałam to padłam. Zdecydowanie ciężko trafić do mnie z fan fickami...

wtorek, 30 lipca 2013

[304] "Przyrzeczeni" Beth Fantaskey


Autorka: Beth Fantaskey
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
Stron: 408
Ocena:
7+/10


 "Wolę niespodzianki. Kolejna z wielkich przyjemności życia. W większości wypadków. Czasami."





"Przyrzeczeni" to ciekawy przypadek wśród paranormali. Fakt, fabuła banalna. Oto w szkole Jessiki pojawia się nowy uczeń z wymiany międzynarodowej - Lucjusz Vladescu. Arogancki, nadęty, przystojny. Ponadto uważa, że Jessica to rumuńska księżniczka, w dodatku - wampirzyca i na mocy paktu między ich rodami są zaręczeni. Nic dodać, nic ująć. To już było, prawda? Nie raz, nie dwa, nie sto. Ale jeśli jeszcze czasem mówicie paranormalom "tak" to z czystym sumieniem polecam "Przyrzeczonych".

"Ludzie nie piją krwi - oznajmiłam, podnosząc głos. - A wampiry nie istnieją!
Lucjusz skrzyżował ręce na piersi, wyraźnie urażony.
- Wypraszam sobie... Przecież stoję tutaj."

Bo choć fabuła banalna, wykonanie ciekawe. Jessica to zdecydowana dziewczyna, która długo podaje w wątpliwość słowa Lucjusza, ale przy tym ma swoje zdanie, pasję, a zdania nie zmienia z dnia na dzień. Ba, sama fabuła jest rozciągnięta w czasie, bez żadnej miłości od pierwszego wejrzenia. Zaś Lucjusz to ciekawie skonstruowana postać i choć w paranormalach może trudno doszukiwać się większych głębi i i przesłań, to jednak interesująco było czytać o tym, jak "zaszkodziło" mu wyrwanie się spod władzy rady Starszych oraz zmianę jego zachowania na przestrzeni tych kilkuset stron. Na uwagę zasługuje też humor tej książki, może pod koniec było go mniej, bo i sytuacja mniej odpowiednia, ale nie raz zaśmiewałam się przy lekturze tej książki.

 „Doprawdy? Żadnych adoratorów? Szokujące. Wydawać by się mogło, że twoje umiejętności we władaniu widłami powinny ogromnie pociągać niektórych kawalerów z okolicy.”

Ja wiem. To żadna wybitna pozycja. Ale naprawdę warta, by po nią sięgnąć jak już staniecie przed nią w bibliotece.

czwartek, 25 lipca 2013

[303] "Aura" Alyson Noël


Autorka: Alyson Noël
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2011
Stron: 192
Ocena:
6/10



„Czasami trzeba działać samodzielnie. Czasami trzeba zrobić to, co w głębi duszy uważamy za słuszne.”





   "Aura" to książka luźno związana z "Ever". Jej bohaterką jest 12-letnia Riley Bloom, której najbardziej charakterystyczną cechą, oczywistą dla tych, którzy czytali "Ever", jest to, że dziewczynka jest martwa. Po tym jak za pozwoleniem siostry przeszła na drugą stronę mostu, spotkała swoich rodziców i psa Maślankę, i została skierowana do swego rodzaju szkoły. Tam oceniono dziewczynkę i przydzielono funkcję Łowcy Dusz, a za mentora - młodego Bodhiego, dość wrogo nastawionego nastolatka, zdecydowanie nie "trendy". Pierwszym zadaniem Riley jest przekonanie Promienistego Chłopca, starego ducha, do przejścia "dalej" za most.

   Książka ta określana jest jako dla młodszych nastolatek i tym w istocie jest. Młoda bohaterka, swobodny styl i język bohaterów, szybkość i prostota wydarzeń - starszym to wszystko może wydać się zbyt proste i infantylne. Książka skupia się praktycznie na tej jednej misji Riley, jej znajomości z Bodhim. Nie ma tu wątku miłosnego. Riley nie cieszy się z wiecznego zatrzymania w tak młodym ciele, ale stara się znaleźć jak najwięcej plusów swoim nie-życiu. Bodhi jako jej mentor nie przypada dziewczynce do gustu, ale z czasem próbuje się z nim zwyczajnie zakolegować. Jest raz trochę strasznie, raz wesoło, ogólnie - sympatycznie.

   "Aurę" przeczytałam z ciekawości, bo czytając "Ever" zawsze zastanawiałam się, co się stało z tą energiczną małolatą i cieszę się, że poznałam odpowiedź. Wiem jednak, że wiele osób uzna tę książkę za zbyt dziecinną. ja myślę, że to ciekawy dodatek do serii, takie zerknięcie "na drugą stronę mostu". Zawsze można polecić "Aurę" młodszej siostrze. Kto wie, może mimo swej prostoty, seria o Riley spodoba mi się bardziej niż kolejne tomy o Ever i Damenie?

Wyniki konkursu!

Dziękuję za życzenia, pyszne ciasto i wszystkie cytaty. Dobrze sobie poradziliście, naprawdę mi się podobały i do mnie pasowały. Jednakże mój faworyt został wstawiony zaraz na początku i nie stracił pozycji lidera. A autorem tego cytatu jest...

Patka!
"Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie. Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasem ciężka do zniesienia. Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza, to cholernie pewne, że nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza"- Marylin Monroe

Daleko mi do Marylin Monroe, ale ten cytat... Cóż, pasuje do mnie idealnie.

 ******************************************

 Natomiast drugie miejsce zostało wylosowane, a szczęśliwcem jest...

Z jakże trafnym cytatem:
"Pająki... dlaczego to zawsze muszą być pająki... dlaczego to nie mogą być motyle?" z Harry'ego Pottera
No właśnie... Chociaż motyl wielkości Aragoga chyba nie wyglądałby lepiej :D


Oby zwyciężczyniom serdecznie gratuluję i drepczę napisać maile. A pozostałym dziękuję za udział, mam nadzieję, że za niedługi czas znowu będzie okazja do konkursu :)

poniedziałek, 22 lipca 2013

Warszawa, Warszawa... i po Warszawie

Warszawa to zdecydowanie duże miasto. I głośne. Jak wróciłam do domu to wieczorna cisza aż "huczała" w uszach. Żadnych dźwięków tramwajów, autobusów, samochodów. Ba, gdzie ja uświadczę tramwaj w swojej miejscowości i jej najbliższej? Takowy znajdę dopiero w Szczecinie. I zdecydowanie nie taki jak warszawski, gdzie na 3/4 przypadków jazdy były to same eleganckie Swingi.

Ale już pierwszego dnia, a raczej popołudnia, zwiedzaliśmy Stare Miasto. A w drodze powrotnej, by złapać tramwaj do akademika, minęliśmy księgarnię. Tak, i co ja zrobiłam? Nie, nie to co myślicie. Ja się zaparłam rękami i nogami, że nie idę, nie po to tu jestem, forsy nie mam tu na książki, a mama mnie zabije. A co robi brat i przyjaciółka? No chodź, patrz jakie przeceny, jakie niskie kwoty... Okej, tego się nie spodziewałam. Ponieważ w tej małej demokracji byłam w mniejszości wcisnęliśmy się (dosłownie!) do księgarenki. Taaak.... oto efekty:

 A dlaczego jednak kupiłam? A kto by się nie skusił prawie za bezcen brać? "BZRK" i "Dziedziczka cieni" kosztowały mnie oszałamiającą kwotę 9,90zł, a "Przez burze ognia" 14,90zł. Żałuję tylko bardzo, że Władcę Pierścieni sprzedawali tylko w pakiecie trzech tomów (mi brak tylko pierwszego) i nie mieli więcej tomów Czarnych Kamieni. Ale to już brakuje mi tylko tomów o Caassidy :)


 Park Saski i fontanna. To był dzień, gdy było raz ciepło, a raz nie. Tu było ciepło, ale nie na tyle by w desperacji rzucać się do tejże fontanny ;)

Co się robi na Stadionie Narodowym? Przychodzi obejrzeć mecz? Bzdura. Przychodzi się, by pohuśtać się na takiej oto huśtaweczce z krzesełkami ze stadionu :)

Z wizyty w Zoo. Proszę państwa, oto KEA. Nie, to nie gatunek nowoczesnego kreta i nie zabrakło mi I z przodu. To ptak. Tylu ostrzeżeń przed jednym ptakiem to pewnie nie widzieliście. Ale jak to było ujęte, wszędzie gdzie się da, że to ptak bardzo żywiołowy, na nudę nie narzeka, bo ciągle "coś rozpracowuje", niszczy wszelakie rzeczy jakich się dopadnie. Z tego się śmialiśmy, że robi podkop na zewnątrz klatki, a potem by napadał na plecaki Bogu ducha winnych turystów jak my :)

Centrum Nauki Kopernik. Inwazja dzieciaków niesamowita, przyszliśmy przed otwarciem, by od razu stanąć w kolejce aż na zewnątrz, by odstać swoje przez 30 minut przynajmniej. Na tym zdjęciu ja z przyjaciółką dopadłyśmy się do budowaniu mostu, by z dumą na koniec stwierdzić "Misja wykonana", most stoi ;) Ale to naprawdę był ciekawy 5-godzinny pobyt i polecam wizytę w tym Centrum. Niestety, nie udało nam się wejść do Planetarium, ale to tylko powód i znak, że trzeba będzie kiedyś wrócić!

W ogrodach łazienkowskich karmi się wiewiórki orzechami? A kto to widział i słyszał? W ogrodach łazienkowskich karmi się takie oto słodkie ptaszynki. Zwabione na orzecha laskowego, podziobały póki orzech nie wyślizgnął mi się z palców. Kto by się spodziewał, że uderzają z taką siłą? Ale przynajmniej z radością ten orzech został mi zabrany.

No dobra, wiewiórki też swoje dostały. Tutaj przyjaciółka karmi wiewióreczkę na drzewie. Kto by przypuszczał, że to takie słodkie, malutkie stworzonka ;) Podchodzi mniej lub bardziej pewnie, lekko się podnosi, opiera pazurki na dłoni i chwyta orzecha. A potem odchodzi, by albo go zakopać albo obok zjeść albo w ogóle uciec na drzewo. Raz miałam swoją "pupilkę", która wcinała orzech za orzechem jaki jej dawałam, ale czasem po jednym uciekały szukać wcześniej zakopanych i miały nas gdzieś ;)

niedziela, 21 lipca 2013

Pomożecie?



Cel jest szczytny - pomoc w wydaniu książki. 

Ze szczegółów - Michał Lipka chce wydać książkę "Żadnych romantycznych bzdur": "zbiór opowiadań o miłości w najróżniejszych odcieniach. Miłości, która boli i która rani, ale która również daje nadzieję." Wydawnictwo oferuje tylko, a może aż, pokrycie 50% kwoty, drugie 50% musi pokryć sam. Nie będąc w stanie odpowiedniej kwoty uzbierać (6500zł na drzewie nie rośnie), próbuje tę kwotę zdobyć za pomocą serwisu Polak Potrafi.

Tutaj macie szczegóły tej zbiórki: http://polakpotrafi.pl/projekt/zbior-opowiadan-zadnych-romantycznych-bzdur
Znajdziecie tam parę słów od autora i o autorze oraz jego książce. Po kliknięciu na "Wesprzyj projekt" znajdziecie po prawej szczegóły jak można wesprzeć ten projekt, jakie obowiązują tam zasady i co się stanie, gdy projekt uzbiera (lub nie) wystarczającą kwotę. Jasno i konkretnie.





Jeśli sami nie możecie wpłacić zamieście tę informację na swoim blogu. Na im większej ilości blogów się to pojawi tym większa szansa, że zobaczy to sporo osób.
 41 dni na 6500zł. 
Czas... start! :)

sobota, 13 lipca 2013

4 urodziny bloga - konkurs!



Jak wiecie (lub nie) nie mam tendencji do wypisywania podsumowań i statystyk, więc i tym razem tego nie będzie. Blog obchodzi swoje urodziny dokładnie 18 lipca, ale nie będę wtedy obecna, gdyż już w poniedziałek aż do piątku wyjeżdżam zwiedzać stolicę naszego kraju. Dlatego już dziś dziękuję Wam wszystkim, czytelnikom, za wszelkie odwiedziny, komentarze i mam nadzieję, że będziecie ze mną kolejny rok :)

A z okazji tych 4 latek - konkurs! :)
Zacznę od końca, gdyż od nagrody. A pula nagród zawarta jest tutaj i książka będzie wybrana przez zwycięzcę. A teraz trochę formalności:

1. Konkurs będzie trwał od dziś, tj. 13 lipca do 24 lipca do północy. Wyniki ogłoszę w ciągu dwóch dni.
2. Wziąć udział mogą osoby posiadające bloga podawszy adres e-mail. Osoby nie mające bloga również zobowiązane są zostawić adres e-mail oraz nick - w formie wybrania opcji Nazwa/adres URL i wpisania tam nicka (pole adresu zostawić puste). Komentarze z opcji Anonimowy zostaną usunięte.
3. Zwyciężą dwie osoby: pierwsze miejsce zajmie osoba, której odpowiedź będzie zbliżona do najwłaściwszej i wybrana będzie przeze mnie. Drugi zwycięzca zostanie wyłoniony w drodze losowania.
4. Nagrodą są książki podane wyżej, prawo pierwszeństwa w wyborze ma osoba, która zajęła pierwsze miejsce. Dodatkowym upominkiem będzie zakładka do książki oraz słodkości.
*Książki "Z ciemnością jej do twarzy", "Koniec gry" to egzemplarze recenzenckie. "Adrian Mole, lat 13 i 3/4" ma inną okładkę.
5. O wygranej powiadomię mailem. Na adres do wysyłki będę czekać 5 dni. (Jeśli ktoś wie, że w czasie, gdy ogłoszę wyniki nie będzie obecny, niech napisze o tym w komentarzu - w razie ewentualnej wygranej poczekam dłużej.) Po upłynięciu tego czasu, odbędzie się ponowne wyłonienie zwycięzcy.

A teraz konkrety:
Wasze zadanie polega na wstawieniu w komentarzu pod tym postem (i nigdzie indziej) cytatu. Ale nie byle jakiego. Jestem tu już 4 lata. Parę osób zna mnie lepiej, większość trochę gorzej, ale nie raz zamieszczane były posty typu Liebster Blog Award, jak w najnowszej notce. Co nieco o mnie tam zdradzałam. I dlatego cytat, który wstawicie ma... poniekąd opisywać mnie. Może cytat o kimś, kto lubi koty? Ja uwielbiam. Może osoby, która akurat zaczytuje się w książce? Może opis kogoś, kto boi się pająków? Wygra opis, który mi się spodoba i uznam, że najlepiej do mnie pasuje, ale jeśli ktoś wstawi cytat o Godzilli i powie, że skojarzyło mu się z nickiem - swoje szanse będzie miał w opcji losowania :) Mam nadzieję, że zadanie was nie przeraża i nie przerośnie. Pamiętajcie, chodzi o zabawę! :)

Na ewentualne pytania, wątpliwości, skargi i zażalenia odpowiem jutro do wieczora albo dopiero w sobotę. W międzyczasie skazani jesteście na własne domysły.

Powodzenia!


poniedziałek, 8 lipca 2013

Liebster Blog Award - wielki powrót

Tak, jak widać ponownie zostałam wytypowana w Liebster Blog Award. Tym razem nominowała mnie


1. Dlaczego prowadzisz bloga? W jakich okolicznościach powstał?
Blog powstał z zupełnego przypadku, namówiła mnie do tego kuzynka. Chociaż adekwatniejszym stwierdzeniem byłoby - "zmusiła". Cóż - kazała, założyłam.Wymyśliłam, że będę pisała o książkach. Początkowo był to blog śmiechu wart, później wdrożyłam się w blogowy świat, zaczęłam czytać blogi innych, ktoś zaczął czytać mój. I tak za parę dni stukną mi 4 latka.

2. Czego nauczyło Cię prowadzenie bloga?

Pisania przecinków. Serio. Napisałabym coś dumnego, że to zmieniło moje życie, etc., ale prawda jest taka, że blog z opowiadaniem i czytelniczki nauczyły mnie, kiedy pisać przecinki. A przynajmniej umiem to znacznie lepiej niż kiedyś, bo przecinki to coś czego nigdy nie pojęłam ;) Nauczyłam się też jak pisać dialogi. Czytałam sporo różnych recenzji i pojęłam, że ja takich nie umiem, ale że i tak moje nie są takie najgorsze ;)

3. Jakie są Twoje marzenia? Co robisz, żeby je spełnić?
 Ma się kilka marzeń, ale jestem zwyczajnie leniem. Wyznaję zasadę, że moje skromne marzenia spełnią się z czasem. By osiągnąć jedno z nich najpierw muszę skończyć studia i mieć później pracę. Nie żeby moje studia były związane z tym marzeniem...

4. Jakie były Twoje marzenia w dzieciństwie? Spełniły się?
Szczerze? Nie mam pojęcia jakie miałam marzenia w dzieciństwie. Pamiętam tylko, że gdy myślałam, kim chcę zostać to pojawiły się takie zawody jak policjantka i sprzedawczyni w sklepie (nie mam pojęcia, co ja wtedy myślałam).

5. Jak wyobrażasz sobie siebie za 10 lat?
Za dziesięć lat będę miała lat 29 i pół (nie 30! :)). Chciałabym siedzieć jak w tej chwili przed kompem czy laptopem i pisać coś na tym blogu, podczas gdy w pokoju obok mąż usypiałby dziecko/dzieci. A następnego dnia pójść do pracy, którą byłaby moja własna kawiarenka z pewnym nieodzownym elementem, którego nie zdradzę. Szczęśliwy dom, szczęśliwa rodzina, wymarzona praca. Chciałoby się...

6. Opisz najlepszy i najgorszy dzień w Twoim życiu.
Nie umiem powiedzieć jaki był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Na pewno mocno zapadła mi w pamięć wycieczka do Paryża, w tym jeden dzień, który spędziłam w Disneylandzie. Mimo że padał deszcz, a tłum taki, że nie byłam na zbyt wielu atrakcjach, ale samo przeżycie... Szybka kolejka, gdzie mocno trzymałam okulary, modląc się, by ich nie zgubić; dom strachów, gdzie wtulałam się w przyjaciółkę o mocniejszych nerwach; obserwowanie jak wyrabia się szkło, przegryzając nadziewaną myszką miki i popijając czekoladę; parada halloweenowa taka radosna i rytmiczna, kolorowa, choć nad nami ciemne chmury i deszcz; te zamki, ogrody, postacie...

Najgorszy dzień... Było trochę złych, ale żaden najgorszy.

7. Kto lub co jest Twoją inspiracją?
Nic. Czasem zainspiruje mnie byle głupota, czasem zdanie, obrazek, fragment książki. Ale nie mam jakiegoś wzoru do naśladowania, czegoś, co byłoby moim oparciem, inspiracją czy wskazówką.

8. Jakie jest Twoje życiowe motto?
Nie posiadam go. Po prostu żyję. Jest wiele zdań, kiedy po przeczytaniu ich stwierdzam: "Pasuje do mnie". Ale nie trzymam się jednego, że to właśnie zdanie to moje życie i będę się go zawsze trzymać. Szczerze - to dla mnie trochę bezsensowne.  

9. Jakie są Twoje największe wady i zalety?
Wady: na pewno lenistwo. Lekka skłonność do egoizmu, ale w określonych przypadkach.

Zalety: a któż to wie... Potrafię być bardzo zdecydowana w tym, co postanowię - jak np. w kwestii abstynencji. W większości przypadków nie odmawiałam w szkole pożyczenia paru złotych, zeszytów, książek. Czasem może do granicy wykorzystywania mnie, co już zaletą nie jest - tylko głupotą, ale nad tym pracuję. Szkoła się skończyła, a w poza szkolnym życiu stawki wyższe i odezwie się mój egoizm, zapewne i szlag trafi zalety.

10. Czego się najbardziej boisz?
 Już kiedyś miałam podobne pytanie... Boję się pająków, karaluchów, wszelkiego latającego tałatajstwa, poza biedronkami czy motylami. Specyficzny wybór. A, no i myszy, węży, żab. Ta, ze wsi jestem, ale nie cierpię tego całego zestawu, tak bywa. Boję się też ciemności, zwalczonej na tyle, że nie boję się własnego pokoju, ale ciemności na zewnątrz. A z rzeczy mniej przyziemnych, boję się śmierci, niekoniecznie swojej, ale najbliższych/przyjaciół. Nie podnosi na duchu fakt, że dwoje znajomych z klasy gimnazjalnej już nie żyje...

11. Co chciał(a)byś zmienić w sobie i w swoim życiu?
Cóż... Nic. Nie raz widziałam teksty "Chciałabym być mniej nieśmiała/chudsza/wyższa/chłopaka/miliona w totka/lotu na księżyc/zbadania Marsa". A ja jestem zadowolona ze swojej natury domatorki, z ludźmi na etapie potrzebnym umiem się dogadać, przyjaciółki mam i dobrą rodzinę. Wygląd swój akceptuję i nie chcę na siłę go zmieniać, a milion złotych powoduje więcej szkód w życiu niż ich naprawia. Także - nic nie chcę zmieniać. Mogę narzekać do woli, ale w praktyce nic nie chcę zmieniać. No, chyba, że ktoś nauczy mnie robić makijaż. O, to się przyda ;)

Nominować nikogo nie nominuję, zrobiłam to już poprzednio.

Przepraszam... A do mojego bloga to w tę stronę?
Na koniec wspomnę, że wczoraj wieczorem przeżyłam mini zawał. Chciałam sprawdzić gmaila, pokazało się wówczas, że coś się działo na koncie. Żeby się ponownie zalogować musiałam podać nr komórki, dostałam kod weryfikacyjny dla bezpieczeństwa. No ok, zrobione. Podkusiło mnie wejść na bloga. Blog nie istnieje. Szok. Odświeżam. No nie istnieje. Ja pierwszy stopień zawału. Weszłam szybko przez link, jaki został podany. Szukam opcji, co mogło się stać. Blog usunięty przypadkowo? Szukam, nie. Okej, to chociaż się nikt nie włamał. Druga opcja - usunięty za niewłaściwie treści. Ale powinnam dostać maila? Maila brak. Drugi stopień zawału. Weszłam na drugi blog. Nie istnieje. Moje dwa blogi poszły się... Łzy w oczach, tu się szykuję do urodzin bloga, a tego brak! Cztery lata życia usunięte z niewiadomego powodu. Szukałam porad, gdzie się dało, znalazłam forum blogera czy jak to zwać i ostatnio nie ja jedna miałam ten problem. Na szczęście nie musiałam czekać z dobę jak niektórzy, a trochę ponad godzinę. To może i pasuje do tego pytania wyżej, odnośnie najgorszego dnia życia. Z tym, że to nie był najgorszy dzień, a bardzo nerwowo przeżyta godzina ze łzami w oczach.

A piszę to głównie na przestrogę, w razie gdyby wam się przydarzyło to samo.