sobota, 26 stycznia 2013

[272] "Atrofia" Lauren DeStefano


Autorka: Lauren DeStefano
Wydawnictwo: Prószyński S-ka
Seria: Chemiczne światy
Tytuł oryginału: Wither
Rok wydania: 2011
Stron: 320
Ocena:
6+/10

"Przez chwilę niemal zapomniałam, po co tu jestem i jak się tu znalazłam. To piękne miejsce jest niebezpieczne jak cudowny biały trujący oleander."


   "Atrofia" to pierwsza część trylogii "Chemiczne światy". W powieści autorka roztacza przed nami wizję świata po III wojnie światowej - gdzie jedynym ocalałym kontynentem jest Ameryka Północna, a jej mieszkańcy to ludzie idealni genetycznie. Niestety, choć pierwsze pokolenie, to ludzie naprawdę zdrowi i żywotni, to ich dzieci dożywają jedynie dwudziestu lat (w przypadku kobiet) i dwudziestu pięciu lat (w przypadku mężczyzn), zabijane przez wirus.

   W takim właśnie świecie żyje Rhine. Ma szesnaście lat, więc już tylko cztery dzielą ją od śmierci. Zwabiona w pułapkę, zostaje wybrana i przewieziona do domu Kolekcjonera. Jako jedna z trzech żon Zarządcy Lindena, wbrew swojej woli porwana, rozdzielona z bratem, Rhine podejmuje decyzję o jak najszybszej uciecze. Z czasem do jej planów dołącza Gabriel - młody służący, który jest w stanie pomóc jej ucieczce.

   Wiele obiecywałam sobie po tej książce, mimo dość skrajnych opinii. Opis obiecywał bardzo ciekawą fabułę, zainteresował mnie motyw krótkiego życia, procederu poligamii, by utrzymać gatunek ludzki. Podoba mi się też okładka, symbolicznie łącząca ptaszka w klatce z dziewczyną obok - motyw uwięzienia Rhine w przysłowiowej złotej klatce. A mimo, to choć z jednej strony książka mi się podobała, to z drugiej - nudziła.

   Nudził mnie fakt, że bohaterka okazała się osobą, która dużo myśli, a mało działa. Jak na kogoś, kto tyle przetrwał na wolności, tylko z bratem, chroniąc się w domu, zawsze czuwając z bronią w ręku w razie włamywaczy, Rhine okazała się zaskakująco bierna. Obmyślała tylko kolejne plany ucieczki, bez konkretów, a w istocie większość czasu obserwowałam jak rozwija się syndrom sztokholmski.

Pod maską uśmiechu i przyjaznych słów kryje się coś niebezpiecznego. [...] Tak, Mistrz Vaughn stanowi większe zagrożenie niż przygnębiony Zarządca Linden, kiedy patrzy na swoje nowe żony niewidzącym wzrokiem, zagubiony w myślach o miłości swojego życia, która umiera.

   Z drugiej strony, jak wspomniałam, podobał mi się sam pomysł, ale też nienachalny wątek miłosny i kreacja ojca Lindena. Czarnego charakteru, ukrywającego się pod maską dobrotliwego ojca. Mistrz Vaughn pochodził z pierwszego pokolenia, obsesyjnie poszukiwał lekarstwa na wirus. W tym przypadku porażała mnie jednak głupota Lindena, który całkowicie nie dostrzegał drugiej natury ojca, tak bardzo wypaczonej i skrzywionej. Od służby po Rhine - wszyscy to dostrzeli, ale nie on. Z początku było mi żal Lindena - potem byłam już tylko zła na jego ślepotę.

   Mam mieszane uczucia do tej książki. Przeważa jednak ciekawość, co zdarzy się dalej, więc sięgnę po kolejne tomy. Oby lepsze.

9 komentarzy:

  1. Także mam mieszane uczucia do tej książki. Może kiedyś po nią sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się bardzo podobała, i zastanawiam się, dlaczego jeszcze nie wydali kolejnej części:/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. ta książka raczej mi nie przypadła do gustu, chyba nie dla mnie.pozdrawiam i zapraszam na nową notkę
    atramentoweserce-inkheart

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wierzę, że to piszę, bo na pierwszy rzut oka nie mój styl, ale: brzmi dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwszym zdaniu myślałam, że to coś w stylu Igrzysk śmierci, ale potem wyprowadziłaś mnie z błędu. Chociaż nie wiem, czy sięgnęłabym po nią.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze mam w planach, ale widzę, że szału nie ma. Właśnie najgorsze jest to jak nudzi...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja z chęcią przeczytam, tylko, że raczej kolejne części nie zostaną przetłumaczone... :( Na forum ksiazkimlodziezowe.fora.pl planujemy petycję, połączoną z prośbą o II tom 'Dobranych' Ally Condie. Może coś z tego wyjdzie? Jeśli nie, na pewno sięgnę po obcojęzyczne wydanie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmmm... chyba jednak nie sięgnę po tę książkę tak szybko jak ostatnio sobie zaplanowałam :) Jeszcze trochę poleży na półce :D

    OdpowiedzUsuń

"Czas przemija, wypowiedziane słowo pozostaje..."